Friday, 31 December 2010

15 minut do północy

15 minut do północy, boję się, boję się jak cholera.

kolejny rok, kolejne porażki, boje sie, że będzie ich więcej, że będę o wiele bardziej sromotne.

boje się, że zawiode najbliższych, boje się, że zawiode samą siebie.

nie ma to sensu, ostatnio mój mózg ogólnie zle funkcjonuje, nieprawidłowo, martwie się o rzeczy, o które nie powinnam się martwić.

chcę ciebie. ciebie i twoją pewność. ale gdzie zniknąłeś? gdzie, o gdzie.


ale tak na prawde nie mogę być niczego pewna, jest to niezdrowe. niczego nie można być pewnym, wszystko jest zmienne. efemeryczność naszego życia jest przytłaczająca. ale trzeba sobie z tym radzić w jakiś sposób, chyba.


30 minut po północy, a ja nie mogę zrozumieć jak szybko to wszystko się stało. jak może z sekundy na sekunde zmienić się coś tak stałego jak rok w drugi rok? jest to niewyobrażalne i smutne. szczególnie, że siedzę tu sama i nie rozumiem za bardzo co tutaj robie.


jedyną osobą, która do mnie zadzwoniła o północy była ida. jedyna. kocham ją za to.


znowu wszystko mi sie pojebało i nic nie ma sensu. nie wiem jak go znaleźć, gdzie.


popełniam najgłupsze błędy. bliska spełnienia jak najszybciej popełniam sabotaż moich marzeń. bo byłoby za dobrze.


to dziwne jak bardzo się boje 2011. takie oficjalne przejście z jednego roku na drugi było dla mnie po prostu śmieszne i bezsensowne. ale kiedy zrobiło się za 15 zaczęłam panikować. jak to, już? taki wspaniały rok nie może się skończyć w pare sekund. i nagle słysze odliczanie z dołu... co już? to niemożliwe, nawet nie zdążyłam spokojnie się namyślić co do zeszłego a tutaj nagle wyskakuje mi nowy rok? jak to możliwe, jezu, to nie ma sensu.


umieram tak bez nikogo. nie mam się komu wypłakać, nie miał mnie kto pocałować o 12. całe moje ciało przeszywa dreszcz od wstrzymywania płaczu, moja oczy samodzielnie wytworzyły pomieszczenia magazynujące moje łzy na później. w końcu rok 2011 trwa aż 365 dni.

Sunday, 26 December 2010

Strasznie się boje, że jestem chora.
Ostatnio, żaden film który obejżałam, a oglądałam w przeciągu ostatnich 48 godzin 4 filmy, wszystkie wartościowe i chwalone przez krytyków. A mi się nie podobały. Nie wzbudziły we mnie łez, refleksji. Zamiast łapiących za serce historii widziałam chwyty marketingowe producentów na nasze delikatne serca. I jak tutajw jaki kolwiek sposób funkcjonować, skoro wiesz, że każdy, nawet ci, którzy o tobie nigdy przenigdy nie słyszeli chcą w tobie wzbudzić fałszywe emocje?

Strasznie tęsknie za papierosami. Zawsze mogłam sobie wyjść i spokojnie pomyśleć o świecie, zrozumieć. Ale teraz jestem w domu, teraz jestem grzeczna. Muszę pójść z Mimi na Sylwestra, muszę się najebać i palić papierosa za papierosem. Będę się dopiero wtedy czuła lepiej.

Następną rzeczą, z którą mam problem jest to, że jestem rozdzielona między Kną a Gda. Mam wrażenie, że najważniejsze rzeczy omijają mnie i tam i tu, i że tak naprawde, jestem nigdzie. Gdzieś pomiędzy, w autobusie, który nigdy nie wpadnie w poślizg i nie sprawi, że umre. Słabo.

Nigdy, przenigdy, nie chciałabym umrzeć na krześle elektrycznym. Jest to jedna z niewielu myśli, która przeszła mi przez głowę podczas oglądania Zielonej Milii. Trwa to zbyt długo i zbyt nieprzyjemnie. Umieranie powinno być chociaż w pewien sposób poetyckie, niestety nie ma nic poetyckiego w smażonym mózgu.

Nie mogę doczekać się lata, wakacji. Wiem, że będzie to niekończąca się wiksa, że będę się dużo całowała, że będę dużo piła i ogólnie robiła dużo tępych rzeczy. I na to czekam nieubłaganie. Na obozie poznam drugiego Kornela, będzie fajnie.

Śledzi mnie piosenka 'Where is my mind?" zespołu the Pixies. Jest to ostatnia piosenka jaką chcę usłyszeć na świecie, nie wiem co się ze mną stanie, gdy jednak dzwieki gitary Black Francisa dotrą do moich uszu. Nie chce się dowiedzieć. Byłaby to jakiś rodzaj niepojętej masakry.

Ostatnio mam niepowstrzymalną chęć biegania, ostatnio każda piosenka, której słucham jest do tego idealna. Mam nadzieje, że w Sylwestra sobie trochę pobiegam. Ostatnio wpadłam na teledysk Metallici "The Unnamed Feeling" i była tam osoba biegnąca, nie uciekająca przed nikim, jednak biegła, odwracając głowę czasami. Gdyby nie był to facet to powiedziałabym, że to ja.

Ktoś (Aleks) zaraził mnie piosenką Duran Duran - Save a Prayer. Nie opuszcza mojej głowy. Nie chce wyjść.

Na święta dostałam zbiór wierszy Sylvii Plath. Och jak fajnie.